Koń: Garibaldi
Powożący: Antek (Esmeralda jako pasażer)
Dyscyplina: powożenie (przejażdżka po lesie)
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: godzina
Korzystając z faktu, że jakimś cudem nie padał śnieg postanowiliśmy zabrać Garibaldiego do lasu w bryczce. Żaden tam trening, po prostu przejażdżka. Przyprowadziłam właśnie Garibaldiego pod stajnię i zaczęłam czyścić podczas gdy Antek rozplątywał uprząż. Wałach był czysty, wystarczyło tylko wyczyścić go trochę miękką szczotką i wyskrobać kopyta. Antek zaczął zakładać uprząż na konia, a ja poszłam do domu po koc. Było dość zimno, a jak mieliśmy spędzić kilkadziesiąt minut bez ruchu, lepiej mieć koc. Gdy wróciłam Garibaldi był już ubrany, a Antek wyłaniał się ze stajni z batem do powożenia w ręce. Przypięłam uwiąz do ogłowia wałacha i ruszyliśmy w dół, gdzie stała bryczka w garażu. Droga była dość długa jeśli szło się na piechotę. Garibaldi trochę ciągnął, ale ogólnie był grzeczny. W końcu zatrzymaliśmy się przed garażem. Antek otworył go, a ja wycofałam wałacha tak, żeby trafił między belki w bryczce. Razem z Antkiem przypięliśmy go, po czym chłopak wsiadł na bryczkę i wziął lejce do ręki. Kiedy to zrobił ja puściłam Garibaldi'ego i również wsiadłam na bryczkę. Usiadłam obok chłopaka i wyjechaliśmy z garażu. Garibaldi był podniecony, ale zachowywał spokój. Wyjechaliśmy na drogę i chwilę jechaliśmy po niej stępem.
- Akurat przygotujemy go do sezonu kuligowego i znajdziemy jakąś trasę na zimę - Antek lekko skręcił Garibaldi'ego w lewo, żeby nie szedł środkiem drogi.
- Jedyny koń, który pracuje zimą więcej niż latem.
- Jak myślisz, wjechać tu do lasu, czy pojechać jeszcze chwilę prosto i skręcić w prawo?
- Myślę, że powinniśmy pojechać jeszcze prosto. Tamtą ścieżkę strasznie rozjeździły quady. Nie da się tam jeździć.
- Dobra, szefie. - Antek roześmiał się i poprowadził Garibaldiego prosto.
Po chwili skręciliśmy w prawo i znaleźliśmy się na leśnej drodze. Antek pogonił Garibaldi'ego do kłusa. Wałach ochoczo zareagował i przyspieszył. Widać było, że jest zadowolony. Bardzo lubił pracować w bryczce. Przez około 10 minut jechaliśmy kłusem. Garibaldi co chwilę parskał, a my przedrzeźnialiśmy go. Niestety musieliśmy przejść do stępa, po droga robiła się zbyt kamienista.
- Kto tu wysypał te kamienie!? A myślałem, że zimą sobie tu pogalopujemy!
- Nie wiem kto wysypał kamienie, ale nie wiem czy wiesz, że Gari to kłusak i on szybciej kłusuje niż galopuje.
- Mądrala. Myślałem też o Campionie.
- Tak, tłumacz się teraz.
Oboje się roześmialiśmy. Po chwili znów ruszyliśmy kłusem. Antek trzymał lejce luźno, a bat leżał pod jego nogami. Bez problemu powodował Garibaldim tylko za pomocą głosu. Po kilku minutach skręciliśmy w prawo i przed nami ukazała się długa, prosta droga.
- Ryzykujemy? - Antek spojrzał na mnie w TEN sposób. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi.
- Mnie się pytasz?
- Dawaj Garib!
Chłopak energicznie cmoknął na wałacha, który chyba tylko na to czekał. Ruszył przed siebie dość szybkim galopem. Wiatr uderzył mi w twarz, musiałam zamknąć oczy. Śmiałam się na głos. Garibaldi co chwilę parskał, zadowolony że w końcu może sobie pobiegać. Niestety skończyła nam się droga i musieliśmy przejść do kłusa.
- O matko, niezła akcja. Aż kusi, żeby zawrócić i pojechać jeszcze raz! Aż musiałam zamknąć oczy!
- Ja też...
- Fajnie, że przynajmniej mamy mądrego konia.
Chwilę jechaliśmy kłusem by po chwili przejść do stępa.
- Wydaje mi się, że to jest czyjaś działka. Ostatnio byłem tu z którymś koniem i mnie ochrzanił właściciel. Zawracamy. - chłopak znalazł odpowiednie miejsce i zrobił półwoltę koniem i bryczką. Gdy byliśmy już prości znów zakłusowaliśmy. Garibaldi wyczaił, że zaraz będzie ten moment w którym galopował i bez ostrzeżenia zmienił chód. Pęd powietrza wyrzucił nas do tyłu, ale jakoś nieszczególnie nam to przeszkadzało. Antek nie hamował konia, pozwolił mu galopować. Cmokał jeszcze na niego zachęcając go do szybszego galopu. A Garibaldi to podłapywał i rzeczywiście przyspieszał. Wariaci. W końcu niestety znów wjechaliśmy na kamienie.
- Do stęęęęęęępa, rumaku!
Garibaldi, o dziwo, zrozumiał o co chodzi i zwolnił do stępa.
- Czy wy to ćwiczyliście?
- Wiesz, jak cię nie ma to siadamy przy herbacie i omawiamy różne sprawy.
Zaśmiałam się i wyraziłam swoją wątpliwość, ponieważ ja w stajni jestem zawsze. Po wyjechaniu z kamieni znów zakłusowaliśmy. Ale już bez galopu, bo po kilkunastu minutach wjechaliśmy już na drogę publiczną, którą trzeba było przejechać stępem.
- Trasa taka sobie, ale przynajmniej nasz dzielny rumak się wybiegał. Na zimę trzeba będzie znaleźć coś innego. - byłam bardzo zawiedziona, że nasza stara trasa stała się również trasą dla kierowców quadów.
- Spoko, coś się na pewno znajdzie. W końcu to Bieszczady!
Dojechaliśmy do garażu, gdzie wyskoczyłam z bryczki i przytrzymałam Garibaldiego. Zaczęłam go wycofywać jak tylko zauważyłam, że Antek również zsiadł. Wałach rozumiał o co chodzi. Był mądrym koniem. Gdy bryczka znalazła się na miejscu odpięliśmy konia od bryczki i wyprowadziliśmy go na zewnątrz. Antek zabrał bat i koc, a ja wzięłam Garibaldiego. Nie wydawał się ani trochę zmęczony, choć był dość mokry od potu. Kondycji brak, ale chęci są. Dobrze. Pod stajnią rozebraliśmy go. Antek odniósł uprząż do siodlarni, a ja wyczyściłam Garibaldiemu kopyta i wypuściłam go na łąkę.
POWRÓT VSA !
OdpowiedzUsuńhttp://virtual-stable.blogspot.com/