Konie: Bueno Star , Snake's Flair
Jeździec: Esmeralda, Antek
Dyscyplina: teren ze spędem bydła
Miejsce: Bieszczady
Czas: ok. 5 godzin
Jeden z sąsiadów poprosił nas o spędzenie jego stada krów z łąk do domu. A ponieważ mamy dwa konie teoretycznie chodzące cutting to pomyślałam "hej, dlaczego nie, co złego się może stać?".
- Robiłaś to już kiedyś? Przyznaj się, że nie! - Antek wkładał właśnie kapelusz na głowę bo uparł się że chce wyglądać jak prawdziwy kowboj.
- Ja przynajmniej umiem jeździć western!
- No, fakt.
Tak na prawdę umiał jeździć western ale nie lubił tego stylu i nie przyznawał się, że umie.
O godzinie 7.00 po nakarmieniu wszystkich zwierzaków dosiedliśmy naszych rumaków. Zastanawialiśmy się kto weźmie którego konia, bo rozsądek nakazywałby, żeby mniej doświadczony w westernowej jeździe Antek jechał na doświadczonym Buenie. I początkowo tak zrobiliśmy, ale Bueno który jest koniem totalnie jednego jeźdźca najpierw zaparł się wszystkimi czterema nogami a później gdy dostał kilka razy mocnego kopa cofał się i wykręcał. Zmieniliśmy więc konie i pojechaliśmy przez łąki na pastwisko dla krów.
Było to całkiem daleko, droga w jedną stronę miała nam zająć dwie godziny. Jechaliśmy obok siebie gadając, żeby trochę się rozgrzać. Uwielbiałam takie włóczęgi po Bieszczadach na końskim grzbiecie. Postanowiliśmy jechać głównie stępem, żeby oszczędzić konie na później.
- Ile on w ogóle ma tych krów? Dwie? Dziesięć? Sto?
- Raczej bliżej dziesięciu. Ale spokojnie, jak nabierzemy wprawy to będziemy i setkę przepędzać. Bueno kiedyś chodził na takie spędy, mam nadzieję że przejmie dowodzenie, bo ja kompletnie się na tym nie znam.
Dojechaliśmy do strumienia. Woda była masakrycznie zimna, ale udało nam się przejść nie mocząc butów. Bueno był chyba zadowolony bo kilka razy parsknął. Uwielbiał takie wycieczki. Snake też dawała radę, mimo że dla niej była to chyba pierwsza w życiu taka wycieczka.
Po godzinie wędrówki Antek zaczął narzekać na siodło, ja natomiast byłam przeszczęśliwa że siedzę w westernówce. Ale on który pół życia spędził w ujeżdżeniówkach faktycznie mógł czuć się dziwnie.
W końcu ujrzeliśmy krowy. Było ich dziewięć. Nie wiedziałam czy powinniśmy szukać dziesiątej, żeby ta liczba wydawała się bardziej okrągła? W końcu postanowiliśmy tego nie robić. Bueno nastawił uszy i ruszył w kierunku krów. Antek z Snake poszli z drugiej strony. W tym momencie uznałam, że krowy chyba są tresowane bo ruszyły spokojnie w stronę bramy z której przyjechaliśmy. Mój mądry koń okrążył stado i szedł za nimi. Snake chyba starała się naśladować kolegę, bo robiła wszystko dokładnie tak jak on. Po chwili jechaliśmy z Buenem nie za krowami, ale lekko obok nich, w dużej odległości. Snake z Antkiem jechali po drugiej stronie. Chłopak pokazał mi uniesiony kciuk. Zaśmiałam się i pomyślałam, że zginęlibyśmy gdybyśmy nie mieli Buena, a krowy okazałyby się niechętne do powrotu do domu.
Przez pół godziny było dobrze i krowy szły zbitym stadem, ale po pół godzine jedna postanowiła zostać z tyłu i zjeść trochę uschniętej trawy. Powiedziałam do mojego konia "Bueno, co teraz?" a on spokojnie podszedł do krowy. Gdy ta go zauważyła od razu ruszyła kłusem i dobiegła do stada. Wow. Co zabawne za kilkanaście minut zdarzyło się to samo i tym razem zareagowała Snake robiąc identycznie to samo i ze strony krowy nastąpiła taka sama reakcja. Chyba serio są tresowane.
Prawdziwa akcja miała się zacząć gdy z tymi dziewięcioma krowami wjedziemy do wsi. Tak przynajmniej mi się wydawało, ale okazało się, że nie. Krowy szły ulicą nie zwarzając na rowery i pieszych. Nie próbowały też skręcać nigdzie w pola. Antek zaproponował że pojedzie przodem i przypilnuje żeby krowy weszły w odpowiednią bramę. Ja w tym czasie zadzwoniłam do właściciela stada, żeby otworzył bramę. Wszystko się udało, krowy trafiły do domu.
Właściciel był nam bardzo wdzięczny i zaproponował herbatę, ale stwierdziliśmy że jak zsiądziemy z koni po 5-godzinnej jeździe to już nie wsiądziemy a mamy jeszcze do domu kawałek drogi. Podziękowaliśmy więc i ruszyliśmy w drogę powrotną na nasze odludzie. Po drodze pogalopowaliśmy po łąkach, a pod stajnią dokładnie obejrzeliśmy grzbiety i nogi koni. Gdy okazało się, że nic im nie jest wypuściliśmy je na wybieg i wyrzuciliśmy im kilka kostek siana.
Niesamowite przeżycie. Umówiliśmy się z właścicielem krów że jeszcze kiedyś to powtórzymy.
Noo myślę, że zdążysz jakiegoś zgarnąć. Na sprzedaż idzie prawie 20 :D
OdpowiedzUsuń