piątek, 30 stycznia 2015

Trening Nemezis (1)

Koń: Nemezis
Jeździec:
Dyscyplina: spacer
Miejsce: łąka, WHK Anarkia
Czas: pół godziny

- Antek, proszę chodź ze mną na spacer z Nemezis. 
Dopiero po chwili dotarło do mnie że zabrzmiało to jakbym szła na spacer z psem. Chłopak jednak zrozumiał o co mi chodzi, wstał z krzesła, odłożył jakieś kartki na biurko i uśmiechając się wyszedł za mną z siodlarni. Jeśli chodzi o Nemezis to zachowywał się dziwnie, jakby jej stan był jakimś tabu. Jednocześnie podchodził do niej z dużym szacunkiem, jak do jakiegoś weterana wojennego. 
Wyciągnęłam klacz z boksu. Szła bardzo sztywno ale chyba nie kulała. Wczoraj oglądał ją weterynarz i zalecił codzienne półgodzinne spacery. Powiedział, że jej stan nie jest aż tak zły jak opisałam. 
Przywiązałam klacz przed stajnią i zaczęłam czyścić. Chciałam jak najlepiej o nią zadbać. Trochę się denerwowała, nie dawała dotknąć niektórych miejsc, ale ogólnie zachowywała się nieźle. Miałam problem z podnoszeniem jej kopyt, bo trudno jej było zgiąć nogi. Wyczyściłam je na tyle na ile mogłam, odwiązałam uwiąz i ruszyłam w stronę łąki. Nemezis posłusznie powlokła się za mną. 
- Wygląda jakby bolał ją kręgosłup. - Antek po raz pierwszy od przyjazdu Nemezis skomentował jej stan. - Jak chcesz to mogę spróbować ją pomasować któregoś dnia, na pewno jej nie zaszkodzi. 
- Dzięki, byłoby super. 
Chwilę szliśmy w milczeniu i doszło do mnie, że każdemu innemu koniowi ta droga zajmowała minutę. Nemezis potrzebowała dużo więcej czasu. 
- To był najszybszy koń na jakim kiedykolwiek jeździłam. Nie wyobrażasz sobie co to za uczucie gnać na grzbiecie tego wielkiego konia po pustym torze wyścigowym. 
- Tęsknisz za tym? Za wyścigami? 
- Za niektórymi aspektami tak. Za tą prędkością. Ale widzisz co wyścigi robią z koniem. Nie, jednak to nie dla mnie. Wolę swoje hucuły i włóczęgi po górach. 
Nemezis lekko przyspieszyła widząc łąkę. Machnęła głową na tyle na ile pozwalała jej obolała szyja, parsknęła i spróbowała zakłusować przez co potknęła się i upadła na przednie nogi. Na chwilę moje serce zamarło. Antek wykazał się większą czystością umysłu i podbiegł do klaczy. Wsunął jej dłonie pod klatkę piersiową za przednimi nogami i krzyknął na mnie, żebym zrobiła to samo. Pozbierałam się i wykonałam jego polecenie. Wspólnymi siłami poddźwignęliśmy tego wielkiego konia. Nemezis stanęła na czterech nogach. Wyglądała na bardzo zrezygnowaną. Od razu obejrzałam jej przednie nogi. Na szczęście były całe. 
- Boże, Nemezis, nie rób tak więcej! Może wracajmy już? Zanim dojdziemy do stajni akurat minie pł godziny. 
Antek kiwnął głową. 
- Tylko pamiętaj o zawracaniu dużym łukiem, żeby nie obciążać jej niepotrzebnie nóg. 
Zrobiłam jak kazał i wróciliśmy w milczeniu do stajni. Nemezis szła z opuszczoną głową. Wyglądała jak stary, zmęczony życiem koń. 
Pod stajnią jeszcze raz ją obejrzeliśmy i odprowadziliśmy do boksu. 
- Możnaby jej odgrodzić mały wybieg i puszczać z jakimś spokojnym koniem, Snake na przykład. Niech ma jakąś przyjemność z życia. - zaproponował chłopak. 
- Masz rację, jeszcze dziś się tym zajmę. 
Spojrzałam w stronę boksu Nemezis. Jako jedyna nie spędzała tego pięknego popołudnia na wybiegu. 

2 komentarze:

  1. Ze sprzedaży koni hodowli Malinowe Wzgórze zostały jeszcze do kupienia dwa konie czystej krwi arabskiej. Z racji tego, że nie specjalnie cieszyły się zainteresowanie, postanowiłam zmienić im zdjęcia. O 13 30 ruszy ich ostateczna sprzedaż! (kto pierwszy ten lepszy!) Zdradzę tyle, że są to araby użytkowe! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nowość - adopcje na Zielonych Pastwiskach! Szukasz konia? A może masz piękne zdjęcia, ale nie wiesz, co z nimi zrobić? Jeśli tak, zapraszamy! www.zielone-pastwiska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń