piątek, 1 maja 2015

Trening The Mad Hattera (24)

Koń: The Mad Hatter
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi płaskie (2000 m.)
Miejsce: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni
Czas: godzina

Weszłam do boksu Hattera, szybko go przeczyściłam, osiodłałam i wyprowadziłam z boksu. Ogier był bardzo pobudzony, rozglądał się na boki i machał głową. Dociągnęłam popręg i wsiadłam na grzbiet konia z rampy. Skierowałam się stępem na tor roboczy, ponieważ konie trenujące tam właśnie kończyły trening. 
Początkowo przejechaliśmy całe okrążenie toru w stępie. Hatter wyrywał się, chciał już biec, ale ściągnęłam mocniej wodze i usiadłam w siodle. Po rozgrzewce w stępie zabraliśmy się za kłus. Hatter początkowo bardzo się wyrywał i napierał na wodze, ale po wykonaniu kilku kół, zmian kierunków i zatrzymań trochę odpuścił, zaczął parskać i znacząco zwolnił. Kiedy poczułam że odpuścił poluzowałam wodze i nagrodziłam go. 
Przegalopowałam go jeszcze kilkadziesiąt metrów i zawróciłam ogiera w stronę bramek startowych. Hatter gdy je zobaczył zaczął lekko świrować, ale przyłożyłam mocniej łydki, skróciłam wodze i cmoknęłam. Powoli, małymi kroczkami podeszliśmy do bramki, a w końcu weszliśmy do środka. Pracownik stajni otworzył startboks i Hatter wypadł z niego jak oparzony. 
Pierwsze kilkadziesiąt metrów pozwoliłam mu biec własnym tempem, następnie trochę go wstrzymałam żeby dał radę przebiec cały dystans i mieć jeszcze siłę na przyśpieszenie na ostatniej prostej. O dziwo Hatter nie szarpał się ze mną, tylko ładnie zwolnił galop. Tak przejechaliśmy całą długą prostą. Na zakręcie nakazałam ogierowi iść lekko polem i trochę go pogoniłam. Hatter ochoczo przyśpieszył i ładnie wszedł w zakręt nie gubiąc przy tym ani tempa ani równowagi. Na krótkiej prostej nie zmieniałam tempa pozwalając ogierowi galopować dość mocnym, długim galopem. Przy wejściu w drugi zakręt znów skierowałam ogiera w pewnej odległości od bandy. Hatter bardzo dobrze dawał się prowadzić, widocznie ochota na bunty przeszła mu podczas rozgrzewki. Znów ładnie weszliśmy w zakręt i na długiej prostej lekko przyspieszyłam ogiera, ponieważ wyczułam że ma jeszcze spore pokłady energii. Na dwóch następnych zakrętach również pojechaliśmy polem, a przy wejściu na ostatnią prostą zupełnie puściłam wodze i zaczęłam energicznie poganiać ogiera. Odpowiedział natychmiastowym wypuszczeniem całej energii jaka mu jeszcze została. Znacząco przyspieszył. Jego chód stał się dłuższy, a nogi chodziły szybciej. Przytuliłam się do jego szyi i wciąż go poganiałam. 
W końcu minęliśmy linię wyznaczającą celownik. Przegalopowaliśmy jeszcze pewien dystans i powoli zaczęłam wyhamowywać ogiera. Chwilę jeszcze pokłusowaliśmy, przeszliśmy do stępa i wyjechaliśmy z toru kierując się w stronę bramy. W godzinnej drodze do stajni rozstępowałam i rozkłusowałam ogiera. Był spokojny, podporządkowany i najwyraźniej zadowolony z treningu. 
Pod stajnią zsiadłam z konia, wyczyściłam go, sprawdziłam kopyta i wypuściłam na wybieg, a sprzęt odniosłam do siodlarni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz