Koń: Hellblazer
Trener: Esmeralda i Łukasz (z ziemi)
Dyscyplina: zajeżdżanie (pierwsze zakładanie siodła)
Miejsce: lonżownik, Anarkia
Czas: 45 minut
Ściągnęłam z wybiegu Hellblazera, wyczyściłam go, założyłam kantar i ogłowie, wzięłam lonżę i bat i poszłam z ogierem na lonżownik. Jak zwykle był wyjątkowo rozkojarzony i prawie biegł obok mnie, ale postanowiłam na razie to zignorować.
Na lonżowniku dokładnie dotknęłam każdego miejsca na ciele ogiera ze szczególnym uwzględnieniem grzbietu, ponieważ dziś miałam zamiar pierwszy raz założyć mu siodło. Gdy ogier pozwalał się dotykać bez żadnych sprzeciwów (co wcześniej długo ćwiczyliśmy), postanowiłam rozpocząć trening lonżą. Nakazałam ogierowi ruszyć stępem w prawo. Blaz kilkakrotnie próbował zmienić chód na wyższy, ale za każdym razem gdy tego spróbował przekładałam bat do przodu i Kasztan się ogarniał. Po rozgrzaniu ogiera stępem na obie strony i przećwiczeniu z nim zatrzymań pozwoliłam mu ruszyć kłusem. Blaz bryknął lekko i zakłusował. Od razu zwolniłam go do stępa i spróbowałam ponownie zakłusować. Tym razem obyło się bez brykania, więc pozwoliłam folblutowi iść jego własnym tempem, które było dość szybkie. O dziwo nie próbował zagalopować co mnie bardzo cieszyło.
W pewnym momencie zauważyłam że w stronę lonżownika idzie Łukasz.
- Przynieść ci siodło, czy zmieniłaś zdanie?
- Nie zmieniłam, jestem gotowa, tylko chcę żeby trochę pary spuścił, choć to chyba niemożliwe. Możesz przynieść to w którym Hatter trenuje, to lekkie. Jakieś wskazówki?
- Ok, to zaraz wracam. Pilnuj, żeby szedł możliwie jak najszybciej nie zmieniając chodu na wyższy. I staraj się nie wywierać zbędnego nacisku na pysk. Niby masz go na kantarze a on raczej nie jest wrażliwy na takie rzeczy, ale lepiej dmuchać na zimne. Dużo kłusujcie, ja zaraz wracam.
Pogoniłam więc ogiera do szybszego kłusa. Blaz opuścił głowę i zaczął bardzo ładnie się rozluźniać. Po jakimś czasie zmieniłam kierunek. Łukasz zawiesił siodło na płocie i patrzył na biegającego Blaza.
- Dobra, możesz zagalopować. Tylko pilnuj, żeby nie szedł jak łamaga. To ma być ładny galop i na dobrą nogę.
Blaz oczywiście początkowo zagalopował na złą, ale po chwili sam się poprawił. Wyhamowałam go jednak i spróbowałam ponownie. Tym razem zagalopował na dobrą, więc pozwoliłam mu biec. Szedł szybko, ale nie za szybko. Bardzo ładnie pracował zadem i wydawał się zadowolony. Gdy poczułam, że pierwsza faza nadmiaru energii minęła przećwiczyłam z nim jeszcze zagalopowania na dobrą nogę, a gdy uznałam że jestem zadowolona zmieniłam ogierowi kierunek. W tę stronę nie miał problemów z nogą, więc już od razu mógł po prostu galopować.
- Dobra, chyba starczy. Nie może być mokry, bo nie założymy siodła. Przekłusuj go kilka kół w obie strony i niech wejdzie do środka.
Zrobiłam tak, jak chłopak sugerował. W końcu skróciłam lonżę, a Blaz wszedł do środka. Łukasz wszedł na lonżownik niosąc siodło. Ogier już wcześniej je widział, więc dziś przyjął ten widok ze spokojem. Szczerze mówiąc był bardziej zainteresowany końmi pasącymi się nieopodal niż treningiem.
Trzymałam Blaza gdy Łukasz dał mu siodło do powąchania.
- Jak możesz to pouciskaj mu trochę grzbiet, głównie kręgosłup i kłąb.
Zrobiłam jak prosił. Blaz nie wydawał się poruszony ani siodłem ani uciskiem. Gdy przestałam opukiwać ogiera Łukasz bardzo delikatnie założył mu siodło na grzbiet. Blaz obejrzał się, sprawdził co się dzieje i znieruchomiał patrząc przed siebie. Spojrzałam w tym kierunku. To Antek wracał z treningu z Zuttem.
- On jest niesamowity, tak szybko się rozprasza! - zaśmiałam się.
Dałam Blazowi cukierka, a w tym czasie Łukasz bardzo delikatnie przełożył popręg przez brzuch ogiera i zapiął go na pierwszą dziurkę. Blaz ponownie tylko zerknął co ten człowiek wyprawia i zaczął żebrać ode mnie o więcej cukierków.
- Dobra, chyba go to nie rusza. Przespaceruj z nim chwilę stępem, ale trzymaj go na długiej lonży jakby nagle zaczął brykać.
Tak zrobiłam. Blaz szedł spokojnie, tylko od czasu do czasu patrzył na coś w oddali lub rżał do koni. Łukasz poprosił żebym porobiła z ogierem małe koła, ósemki, zatrzymania i inne ćwiczenia. Nie było żadnego problemu. W końcu Łukasz lekko dociągnął popręg, na co Blaz odpowiedział uderzeniem kopyta w brzuch. Jednak nawet nie spojrzał na swój grzbiet. Wciąż patrzył na Antka i Zutta, którzy stali pod stajnią.
- Dobra, przekłusuj go chwilę na lonży w obie strony. Jakby brykał to pozwól mu na to. Nie poganiaj go ani nie szarp.
Pogoniłam ogiera do kłusa. Początkowo szedł trochę spięty, ale po dwóch okrążeniach jakby w ogóle zapomniał że ma coś na grzbiecie i zachowywał się jakby wszystko było jak dawniej.
- Ja się spodziewałem nie wiadomo czego, a on to wszystko tak spokojnie przyjął! Dobra, przejdź to stępa, chwilę postępujcie i dawaj go pod stajnię.
Długim "prrrr" zatrzymałam ogiera. Blaz machnął głową i zaczął rozglądać się na boki i rżeć. Chwilę postępowaliśmy na obie strony, po czym wyprowadziłam ogiera z lonżownika i zabrałam pod stajnię. Tam Łukasz ściągnął mu siodło z grzbietu i dał cukierka. Sprawdziłam Blazowi kopyta, lekko go przeczyściłam i odprowadziłam na wybieg.
- To teraz możesz spokojnie go lonżować z siodłem w trzech chodach i myślę że całkiem niedługo możemy zacząć wsiadać, skoro on tak szybko to wszystko akceptuje. Tylko wiesz, rób mu często odmiany bo on nie lubi się nudzić. Jednego dnia taka właśnie lonża, innego weź go z Hatterem na tor, czasem też niech pojedzie w teren... Żeby ciekawie było.
- Dobra. Mam przeczucie że on wszystkich zmiecie jak już zacznie się ścigać. - wzięłam sprzęt Blaza i odniosłam go do siodlarni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz