wtorek, 28 kwietnia 2015

Trening Summer Wine'a (3)

Koń: Summer Wine
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: rekreacja z elementami skoków
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina

Postanowiłam wsiąść dziś na jeszcze jednego konia. Wybrałam Kasztanka, bo on ostatnio jakoś w ogóle nie pracuje. Zabrałam z siodlarni jego siodło, halter z wodzami oraz szczotki. Zostawiłam to wszystko pod stajnią i poszłam po wałacha. Bez problemu go złapałam i przyprowadziłam pod stajnię. Podczas czyszczenia trochę się złościł, ale udało mi się szybko go ogarnąć. Gdy był gotowy założyłam na głowę kask i wsiadłam na araba, dopasowałam strzemiona i dałam mu sygnał do ruszenia. Droga na ujeżdżalnię przebiegła spokojnie, bez żadnych akcji. 
Gdy wjechaliśmy na plac skierowałam Kasztanka na ścieżkę i trzymając wodze zupełnie luźno, jak to na halterze, pilnowałam wałacha żeby szedł energicznie. Po rozgrzewce zaczęliśmy robić koła. Kasztanek bardzo ładnie odpowiadał na moje łydki i dosiad, praktycznie nie musiałam używać haltera. Miał na początku małe problemy z zatrzymaniami, ale po kilku powtórzeniach załapał o co chodzi. Bardzo ładnie też się rozluźniał, opuścił głowę i parskał. Po rozstępowaniu na obie strony ruszyliśmy kłusem. Pierwszy odruch Kasztanka polegał na tym, że rzucił się przed siebie bardzo szybko. Pozwoliłam mu chwilę tak pokłusować, aż się uspokoił i przekonał że to się nie opłaca. Gdy się rozluźnił przeszłam do stępa i ponownie zakłusowałam. Tym razem Kasztanek bardzo płynnie zmienił chód, więc pogłaskałam go po szyi. Chwilę pokłusowaliśmy nic nie robiąc, następne stopniowo wprowadzałam różne ćwiczenia: wolty, wężyki, półwolty, zatrzymania, zakłusowania ze stój. Kasztanek początkowo nie rozumiał zatrzymań od haltera, ale po chwili zrozumiał i już śmigał zatrzymania i ruszenia nawet co dwa kroki. Byłam bardzo zadowolona z wałacha. Przeszliśmy na chwilę do stępa, żeby odsapnąć, a następnie znów zakłusowaliśmy i przejechaliśmy kilka razy po leżących na ziemi drągach i dwa razy skoczyliśmy przez małą kopertę o wysokości około 50 cm. Kasztanek bardzo nakręcał się przed przeszkodą, ale postanowiłam go nie hamować, bo sam wiedział kiedy ma się wybić. W końcu zagalopowaliśmy. Tak samo jak w kłusie musiałam początkowo dać Kasztankowi się wygalopować, a gdy się uspokoił przeszłam do kłusa i ponownie zagalopowałam. Zrobiliśmy kilka wolt w obie strony i znów dwa razy skoczyliśmy przez kopertę. Kasztanek parskał i opuszczał głowę. W końcu przeszliśmy do kłusa i po rozkłusowaniu wałacha na luźnej wodzy zmieniliśmy chód na stęp. Pogłaskałam Kasztanka po szyi i po przejechaniu dwóch kółek w stępie wróciliśmy pod stajnię. 
W drodze powrotnej arab był bardzo rozluźniony i zadowolony z siebie, parskał i oblizywał się. Pod stajnią zsiadłam z niego, ściągnęłam siodło, wyczyściłam kopyta i odprowadziłam wałacha na wybieg, a sprzęt odniosłam do siodlarni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz