piątek, 3 kwietnia 2015

Trening Elheminy (1)

(oryginalna data treningu: 20.02.2010)
Koń: Elhemina
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: skoki
Czas: godzina
Postanowiłam poskakać. Tak dawno nie miałam ku temu okazji… Do tego przedsięwzięcia wybrałam *Elheminę, której było to bardzo potrzebne: dawno nie startowała i nie chodziła pod siodłem.
Zabrałam uwiąz z kanterem i poszłam na pastwisko po moją koleżankę. Konie stały dość nisko, więc zaczęłam schodzić w dół, żeby do nich dotrzeć. Niestety zobaczyły mnie i ruszyły kłusem w moją stronę. Pięć dorosłych koni i cztery źrebaki. Pierwszy dobiegł do mnie *Frollo. Pogłaskałam go po czarnym łbie i dałam kawałek marchewki. Kiedy był zajęty konsumowaniem, obdarowałam też pozostałe cztery konie, po czym złapałam *Minę i poprowadziłam ją w górę. Nie miała nic przeciwko opuszczenia stada. Za nami wkókł się mały źrebak. On miał niestety coś przeciwko oddalenia się od ojca, ale jak zobaczył, że mama idzie, ruszył za nami. Pogłaskałam malucha po grzbiecie.
Dotarłyśmy do stajni. Przywiązałam *Elheminę na zewnątrz i poszłam po szczotki. Źrebak [który z tego co pamiętam jest ogierkiem, ale nie jestem pewna. Imiona dla źrebaków zostaną wybrane z jakiś czas] stał obok matki, żując siano, którego kilka źdźbeł nie wiem skąd się tu wzięło.
Szybko wyczyściłam i osiodłałam *Elheminę, po czym wsiadłam na jej grzbiet. Dociągnęłam popręg [szarpiąc się trochę z *Minką, żeby stała w miejscu] i ruszyliśmy we troje na dół na ‚parkur’. Źrebak biegł za nami, czasami wyprzedzając, czasami zostając daleko za nami.
Prowadziłam *Elheminę na dość krótkiej wodzy, próbując zmusić ją do opuszczenia głowy.
Wjechałyśmy na parkur, gdzie od razu ruszyłyśmy kłusem. *Mina zareagowała chętnie. Sama opuściła głowę. Była bardzo luźna. Jechałam na lekkim kontakcie. Zrobiłyśmy kilka wolt, po czym zmieniłyśmy kierunek. W tą stronę było trochę gorzej, bo tóż przed sobą miała wałachy [po drugiej stronie ścieżki, ale mimo wszystko blisko], które pochłonęły jej uwagę. Udało mi się jednak ją odzyskać. W rogu usiadłam w siodle i dałam sygnał do zagalopowania. *Elhemina posłusznie zagalopowała. Na dobrą nogę. Pierwsze kółko pojechałam bez żadnych wydziwiań. Potem zaczęłyśmy robić wolty, aż wreszcie najechałyśmy na pierwszą przeszkodę – stacjonatę ok. 70 cm. *Mina na początku zawachała się, ale lekko przyłożyłam łydki do jej boków i przeskoczyła. Co prawda w kiepskim stylu, ale będzie lepiej. Po przeszkodzie zrobiłam woltę i znów najechałyśmy na tą samą. Tym razem było bez zawachania, w bardzo ładnym stylu. Pogłaskałam klacz po szyi i skierowałam na następną przeszkodę, która miała o 10 cm. więcej. Klaczka przeskoczyła. Zwolniłam do kłusa, a następnie do stępa. Zsiadłam z klaczy i poprowadziłam ją w stronę przeszkody. Obie podwyższyłam do 90 cm. W tym samym czasie źrebak pił. Musiałam więc chwilę poczekać, aż skończy.
Potem wsiadłam z powrotem na *Minę. Praktycznie z miejsca zagalopowałyśmy i najechałyśmy na przeszkodę 90 cm. Klacz skoczyła bez najmniejszego zawachania. Jednak mało brakowało, a zrzuciłaby najwyższy drąg. Od razu po pierwszej przeszkodzie skierowałam ją na drugą. Tym razem lepiej się przyłożyła i przeskoczyła idealnie. Pogłaskałam klacz. Przeszłam na chwilę do kłusa, żeby klacz mogła odpocząć, po czym znów zagalopowałyśmy i ruszyłyśmy na pierwszą z przeszkód. Niestety w momencie, gdy *Mina miała się odbić, źrebak zarżał w kierunku *Tuhaj Beja. *Mina odwróciła głowę w tamtą stronę i zapomniała o przeszkodzie. Uderzyłam ją palcatem po łopatce, ale to nic nie dało i razem wpadłyśmy w przeszkodę. Uderzyłam *Minkę dwa razy po zadzie palcatem, żeby sobie nie myślała, że może się rozkojarzać na każde rżenie konia. Skierowałam ją na ścianę, a potem na drugą przeszkodę. Tym razem skoczyła ładnie. Zatrzymałam ją i zsiadłam. Poprawiłam przeszkodę, którą rozwaliłyśmy i z powrotem wsiadłam. Jeszcze raz ją skoczyłyśmy i na tym postanowiłam zakończyć trening. Rozkłusowałam klacz na luźnej wodzy. Szła energicznie i sprężyście. Po dwóch kółkach przeszłyśmy do stępa. Wyjęłam nogi ze strzemion i założyłam je na łopatki klaczy. Trzymałam zupełnie luźną wodzę. Źrebak wąchał przeszkodę i rżał w kierunku *Tuhaj Beja, który już sobie poszedł. Podprowadziłam *Minę do bramy i otworzyłam ją z grzbietu klaczy. Ruszyłyśmy w górę, do stajni. Źrebak pogalopował za nami.
Przy stajni zsiadłam z klaczy i zdjęłam jej siodło. Trzymając wodze jedną ręką, przetarłam ją zgrzebłem i wyczyściłam kopyta. Siodło powiesiłam na miejscu do czyszczenia i poszłam odprowadzić *Minę na pastwisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz