Konie: Cascade, Zatanna, Soham, Cherokee
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz, Antek, Magda
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 1,5 godziny
- Biorę Zatannę w teren, ktoś chce jechać? - Łukasz właśnie stał na jednej nodze przy swoim samochodzie zmieniając buty na sztyblety.
- Ja, proszę! - Magda już podbiegła do chłopaka i zaczęła go zamęczać prośbami o długi teren z dużą ilością galopów. Ciężki dzień w szkole.
- Madzia, możesz jechać ale musisz wziąć Sohama, bo mu się przyda wycisk! - Antek właśnie wyszedł z paszarni niosąc jedzenie z lekarstwami dla Nemezis.
- Niee, tylko nie jego. Na nim możesz pojechać ty albo Esmeralda.
- Zaraz, zaraz, przecież jeszcze nie powiedziałam że jadę!
- Jedziesz, jedziesz! Byłaś już na Kaskadzie w terenie? Nie? No, to dziś pojedziesz. - Łukasz wepchnął mi w ręcę kantar Cascade i pociągnął za sobą na pastwisko. Po chwili dołączyli do nas Antek i Magda.
W końcu ustaliliśmy że weźmiemy Zatannę, Cascade, Cherokee'a i Sohama.
Każdy złapał swojego konia, sprawnie wyczyścił i osiodłał. W końcu dosiedliśmy swoich rumaków i ruszyliśmy w trasę. Było dość ciepło, jednak nie gorąco. Konie miały dobry humor i pokazywały to na każdym kroku. Jako pierwszy jechał Antek na Sohamie, później Magda na Cherokee'u, ja na Cascade i na końcu Łukasz na Zatannie.
Dojechaliśmy na łąkę, sprawdziliśmy popręgi i ruszyliśmy kłusem. Cascade była grzeczna, rozglądała się ciekawie na boki, ale była jednocześnie bardzo skupiona na mnie i na podłożu. Nie można było tego jednak powiedzieć o Sohamie, który zawiesił się na wodzach i pędził przed siebie. Magda na Cherokee trochę hamowała cały zastęp, bo wałach jak zwykle okazał się być niezastąpiony w takich sytuacjach. Zatanna, jak zwykle pod Łukaszem, zachowywała kompletny spokój, szła zrelaksowana i parskała co chwilę.
Po tym dość długim odcinku kłusa przeszliśmy do stępa, gdy trzeba było zjechać stromo w dół. Wszystkie konie dobrze poradziły sobie z tym wyzwaniem i już po chwili znów kłusowaliśmy, tym razem po leśnej ścieżce.
- Wiecie co, może ktoś inny poprowadzi zastęp? Nie mam już siły się siłować z tym durnym koniem.
- Łukasz, dawaj na początek! - zawołałam do chłopaka na arabce.
Łukasz wyprzedził nas wszystkich kłusem, za nim ruszył Antek na Sohamie i Magda na Cherokee'u. Znalazłyśmy się z Cascade na końcu zastępu. Klacz początkowo była trochę zestresowana tą zmianą, ale już po chwili uspokoiła się, opuściła głowę i szła w swoim tempie, zupełnie rozluźniona.
Dojechaliśmy do kolejnego wzniesienia i gdy wjechaliśmy na nie stępem postanowiliśmy zagalopować na łące. Miało być spokojnie i jeden za drugim, jednak Soham tego nie zrozumiał i praktycznie od razu wyprzedził Zatannę. Cherokee kompletnie się tym nie przejął i galopował w swoim tempie co jakiś czas zarzucając lekko zadem z radości. Cascade początkowo trochę się bała, że wałach ją kopnie, ale gdy zjechałyśmy lekko na bok od razu się uspokoiła. Widziałam jak przed nami Antek galopuje na Sohamie na małych kołach, żeby zatrzymać wałacha.
- A ty chciałeś, żebym to ja na nim jechała! - Magda wyglądała na autentycznie przerażoną widząc że jest w stajni koń któremu nawet Antek nie da rady.
- Spokojnie, on po prostu długo stał. Trzeba go częściej brać do pracy, to będzie grzeczniejszy.
Pokłusowaliśmy jeszcze chwilę po łące, żeby konie wyrównały oddech i przeszliśmy do stępa. Zatanka była bardzo przejęta rolą czołowego. Parskała i rozglądała się na boki oraz co chwilę się odwracała jakby chciała sprawdzić, czy wszystkie konie wciąż idą za nią.
Zjechaliśmy do lasu i jeszcze chwilę pokłusowaliśmy po leśnych drogach. Zrobiliśmy jeszcze kilka krótszych galopów po wąskich ścieżkach, żeby Soham nie miał miejsca żeby wyprzedzać. W końcu znaleźliśmy się na naszej znajomej łące, którą od środka przejechaliśmy już stępem.
Pod stajnią rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy im kopyta, przeczyściliśmy i wypuściliśmy na wybieg. Wszystkie poza Sohamem, nad którym Antek postanowił jeszcze chwilę się poznęcać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz