Konie: *Assassin, *Fatalita, *Florencja
Jeźdźcy: Antek, Magda, Esmeralda
Dyscyplina: cross (easy)
Miejsce: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: 1,5 godziny
Zbliżała się zima. I świadczyła o tym nie tylko temperatura i krótkie dni, ale również samopoczucie i wygląd koni. Hucuły wyglądały jak futrzaste beczki. W związku z tym postanowiliśmy wziąć kilka z nich na tor crossowy.
Podjechaliśmy samochodem pod pastwisko na którym obecnie znajdowało się stado Assassina. W aucie mieliśmy kaski, szczotki, siodła, ogłowia i ogólnie cały potrzebny do treningu sprzęt. Antek został przy aucie i zaczął wszystko wypakowywać, a Magda i ja poszłyśmy po konie. Nie musiałyśmy szukać ich daleko i po chwili prowadziłyśmy już trzy rumaki w stronę bramki. Wyprowadziłyśmy je na zewnątrz i przywiązałyśmy do płotu. Były masakrycznie brudne, całe w błocie i kurzu. Na szczęście błoto było już zaschnięte, więc czyszczenie zajęło nam mniej czasu niż się spodziewaliśmy.
Gdy konie były już wyczyszczone i osiodłane wskoczyliśmy na ich grzbiety i ruszyliśmy w stronę Anarkii. Antek jechał pierwszy na Assassinie, następnie Magda na Fatalicie i na końcu ja na Florencji. Koniom ewidentnie nie chciało się pracować.
Dojechaliśmy w końcu na naszą łąkę. Tam każdy sam rozgrzał swojego rumaka. Oj nie chciało się im pracować. Nawet Assassin, który zazwyczaj ma mnóstwo energii, dziś ledwo szedł. Do tego stopnia zdziwiło to Antka, ze chłopak co chwilę pytał mnie czy Assassin przypadkiem nie kuleje. Nie kulał.
W końcu przyszedł czas na skakanie. Ponieważ Florencja zachowywała się najbardziej żywiołowo z całej stawki koni, ustaliliśmy że pojedzie ona pierwsza. Potem miała jechać Fatalita i na końcu Assassin.
Rozpędziłam więc Florencję i najechałam na pierwszą przeszkodę, którą była kłoda. Florencja prawie wyłamała, ale mocno przyłożyłam łydki i stuknęłam klacz lekko batem w łopatkę. Przeskoczyła, a po przeszkodzie oddała z zadu. Na szczęście przyspieszyła. Obejrzałam się za siebie. Fatalita i Assassin przeskoczyli. Następnie była woda. Wgalopowałam na Florencji w nią, a następnie wgalopowałyśmy pod piaszczysty podjazd. Następnie skoczyłyśmy przez bardzo wąską przeszkodę, która właściwie należała do toru do ścieżki huculskiej, ale kogo to obchodzi. Potem przyszedł czas na zeskok z górki. Florencja znów lekko się zawahała, ale tym razem wystarczyło tylko mocniej zadziałać łydkami. Potem był długi odcinek galopu na którym co chwilę oglądałam się, żeby zobaczyć jak radzą sobie Magda i Antek. Fatalicie zupełnie się nie chciało i już dwa razy odmówiła zeskoczenia z uskoku. Na szczęście za trzecim razem udało się. Assassin zachowywał się trochę lepiej, ale też widać było po nim, że najchętniej wróciłby na padok. Podjechałyśmy galopem pod górę, żeby przeskoczyć przez drewnianą, kolorową przeszkodę. Florencja trochę się obudziła i szła dużo chętniej i pewniej. Następnie zjazd z góry i na dole kolejny skok. Tym razem klacz pokonała wszystko z entuzjazmem. Był to koniec toru. Wyhamowałam klacz i popatrzyłam jak radzą sobie dwa pozostałe konie. Fatalicie dalej się nie chciało, ale szła w normalnym tempie i pokonywała przeszkody tak jak wymagała od niej tego Magda. Assassin obudził się i szedł jak burza. W końcu oni też skończyli tor.
Przegalopowaliśmy konie jeszcze chwilę po kole, potem przekłusowaliśmy na luźnej wodzy i przeszliśmy do stępa. Wróciliśmy na spokojnie na padok. W drodze powrotnej Magda uskarżała się na Fatalitę, więc musiałam jej obiecać, że następnym razem dostanie innego konia.
Gdy dojechaliśmy na padok zsiedliśmy z naszych koni i rozsiodłaliśmy je. Sprawdziliśmy im kopyta i wypuściliśmy hucuły na wybieg. Chwilę popatrzyliśmy jak się tarzają a następnie idą w stronę stada, po czym zapakowaliśmy sprzęt i siebie do auta i wróciliśmy do Anarkii.
http://sunsetstable.blogspot.com/2015/11/zaczynamy.html Zapraszam serdecznie na otwarcie Sunset Stable i zawody z tej okazji.
OdpowiedzUsuńLilian