Konie: Melodia, Las Vegas, Campino Gothic
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek, Łukasz
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 45 minut
Pogoda nie sprzyjała jeździe konnej. Śnieg zaczął się roztapiać, wszędzie było mnóstwo błota i lodu, a dodatkowo wciąż padał deszcz. Co robią mądrzy ludzie? Jadą w teren, a co!
Nasze konie stały już pod stajnią wyczyszczone i osiodłane. Było trochę problemów z tym kto na którym koniu miał jechać, ale w końcu doszliśmy do porozumienia.
Mnie przypadła Melodia, na której wieki nie siedziałam, ale z tego co pamiętam to jeździ się na niej całkiem przyjemnie.
Dosiedliśmy rumaków i ruszyliśmy w stronę łąki. Było dość ślisko, więc konie szły powoli i uważnie. Na czoło szybko wysunął się Las Vegas u którego ambicja była za mocna i nie pozwalała wałachowi jechać za innymi końmi. Zaraz za nim jechała Campina z Łukaszem. My z Melodią spokojnie podporządkowałyśmy się i jechałyśmy na końcu zastępu nie awanturując się.
Na łące podłoże było dużo lepsze. Mimo, że było mokro, to jednak nie było tam lodu. Pozwoliliśmy sobie więc na kłus. Jechaliśmy powoli, uważając na każdy krok naszych koni. Początkowo Vegas i Campina trochę się wyrywały, ale gdy zauważyły że szybszy bieg powoduje ślizganie się i potykanie, odpuściły i szły powolnym kłusem. Melodia z kolei zupełnie się podporządkowała i szła spokojnie wolnym kłusem na luźnej wodzy.
Trochę problemów sprawił nam zjazd z góry, ponieważ konie dosłownie zjechały na zadach po mokrej trawie. W lasie było mnóstwo lodu, więc przeszliśmy do stępa. Jechaliśmy obok siebie gadając o wszystkim i niczym, a gdy podłoże się zmieniło postanowiliśmy znów zakłusować. Było dużo lepiej niż na łące, więc pozwoliliśmy koniom iść trochę szybszym tempem. Bardzo się ucieszyły, że przestaliśmy trzymać je za wodze. Campina nawet spróbowała wyprzedzić Vegasa na co wałach strzelił kopytem w jej stronę. Taki gentleman.
Kłusowaliśmy dość długo. Na galop jednak się nie zdecydowaliśmy z powodu na prawdę kiepskiego podłoża. Nawet w kłusie konie co chwilę się potykały i ślizgały, więc baliśmy się co będzie w galopie. Nie za bardzo pomagało też jechanie z dala od ścieżki, bo tam z kolei lód znajdował się pod śniegiem co było jeszcze bardziej niebezpieczne.
Po jakiś 35 minutach takiego terenu postanowiliśmy powoli wracać. Konie straciły nadmiar energii, choć widać było że najchętniej jeszcze by pobiegały, najlepiej galopem. Zrobiliśmy więc duże koło i znów znaleźliśmy się na naszej łące. Mniej więcej w połowie jej długości postanowiliśmy przejść do stępa, żeby dokładnie rozstępować konie przed wypuszczeniem ich na wybieg. Nie były mokre ani zmęczone, ale zasady to zasady.
Pod stajnią zsiedliśmy z koni i rozsiodłaliśmy je. Sprawdziliśmy im kopyta, umyliśmy nogi na myjce i gdy uznaliśmy że wszystko jest w porządku, żadnemu z koni nic nie utknęło w kopycie ani żaden nie potrzebuje derki, żeby wyschnąć, wypuściliśmy konie na wybieg. Chyba miały nadzieję, że tam uda im się pobiegać, ale niestety po dwóch krokach galopu wszystkie trzy zrezygnowały, przeszły do stępa i dołączyły do reszty w jedzeniu siana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz