środa, 6 stycznia 2016

Trening wyścigowy Hellblazera (5)

Koń: Hellblazer
Jeździec: Emilia
Dyscyplina: wyścigi płaskie (2000 m.)
Miejsce treningu: tor roboczy, stajnia sportowa

Przyjechałam odwiedzić nasze wyścigowce. Emilia wcześniej dała mi cynk, że około godziny 9. będzie wsiadać na Blaza. Bardzo mnie to ucieszyło, bo byłam bardzo ciekawa jak Młody sobie radzi. 
Zaparkowałam auto na parkingu dla gości i ruszyłam w stronę stajni. Uderzył mnie fakt, że konie stoją w boksach opatulone milionem derek. Było mi ich trochę szkoda, bo przecież nie było aż tak zimno, świeciło słońce i ogólnie na dworze było pięknie. Postanowiłam pogadać później ze stajennym, żeby wypuszczał przynajmniej moje konie. Potem jednak zauważyłam pusty boks Fade i zaczęłam mieć nadzieję, że klacz jest na padoku. 
Podeszłam do boksu Blaza w którym Emilia akurat zakładała siodło na kasztana. Przywitałyśmy się. Blaz wyglądał bardzo dobrze. Trochę schudł, ale miałam wrażenie że zastąpił tłuszcz mięśniami. Jak zwykle był bardzo rozproszony, więc jak tylko podeszłam od razu wyciągnął do mnie dziób. Zaśmiałam się i pogłaskałam brązowy łeb. Miałam dla niego trochę marchewek, ale postanowiłam mu je dać po treningu, bo miał już założone wędzidło. 
- Hej, a wiesz może gdzie jest Fade? Mijałam jej boks, ale nie było jej. - zapytałam Emilię. 
- Jest na padoku razem ze Sweet. Tak jak z resztą chciałaś. A co? 
- Nie, nic. Miałam nadzieję na taką właśnie odpowiedź. Czy tylko one wychodzą? 
- Na cały dzień tylko one, Hatter i ten wariat - wskazała ręką na gryzącego wodze Blaza - Reszta co najwyżej na godzinę lub dwie. 
- Biedne konie. No ale chodźmy zobaczyć jak Młody się spisuje. 
Dziewczyna chwyciła wodze Blaza i wyprowadziła go na korytarz. Tam jeszcze raz wyczyściła mu kopyta. Blaz wiercił się i chciał juz iść na tor, więc przytrzymałam go energicznie, żeby Emilia mogła się wkupić na czyszczeniu kopyt. W końcu ponownie złapała ogiera i wyprowadziła go na zewnątrz. Podprowadziła go pod rampę i wsiadła na jego grzbiet. Blaz w ogóle tego nie zauważył, bo akurat skupił się na jedzeniu śniegu. Ruszyli na tor. 
Zajęłam miejsce przy barierce, przystawiłam lornetkę do oczu i obserwowałam pracę Emilii. Najpierw jechała na bardzo lekkim kontakcie nie ingerując w to jakim tempem idzie ogier. Blaz zachowywał zupełny spokój i nawet zwracał od czasu do czasu uwagę na Emilię. Byłam w szoku. 
Po przejechaniu pół okrążenia toru stępem zabrali się za kłusowanie. Blaz zaczął się już trochę denerwować, ale Emilia szybko przywołała go do porządku trochę mocniejszym kontaktem i jazdą na kołach. Jak na jazdę wyścigową to dużo się wyginali, prawdopodobnie dlatego, że tylko w ten sposób można było skupić na sobie uwagę Blaza. W końcu zagalopowali. Początkowo wyglądało to jak walka, ponieważ Blaz chciał już rozwinąć tempo, a Emilia kazała mu galopować wolniej. Po chwili jednak ogier odpuścił i galopował tak jak powinien. 
Emilia zawołała mnie i poprosiła żebym pomogła jej wjechać do bramki. Blaz nie za bardzo to lubił, więc zawsze przyda się dodatkowa pomoc. Złapałam ogiera za wodze i podprowadziłam do bramki cały czas głaszcząc go po szyi. Blaz postawił uszy do przodu i zaparł się. Nie chciał iść. Emilia pokręciła głową i zaczęła drapać Blaza w okolice słabizny mówiąc mi, że taki jest na niego sposób. Blaz skupił się na Emilii, a w tym czasie ja wprowadziłam go do bramki. Coś niesamowitego jak działa mózg tego konia! 
Gdy Emilia i Blaz byli już w środku nacisnęłam przycisk otwierający boks i Blaz wypadł z bramki jak burza. 
Cofnęłam się do barierki i przystawiłam lornetkę do oczu, żeby lepiej widzieć. Z boku wydawało się, że mają bardzo dobre tempo, może nawet trochę za szybkie jak na początek takiego dystansu. Postanowiłam jednak zdać się na Emilię, która w przeciwieństwie do mnie nie miała dużej przerwy w jeździe wyścigowej. 
Blaz wydawał się być skupiony na biegu. Emilia trzymała wodze dość luźno, nie próbowała ingerować w tempo ogiera. Tak mi się przynajmniej wydawało. Przy pierwszym zakręcie pojechali lekko polem jednocześnie trochę przyspieszając, żeby nie tracić tempa. Pomiędzy zakrętami znów galopowali poprzednim tempem. Blaz szedł luźno, równo i ogólnie bardzo ładnie. Byłam z niego dumna. Na następnym zakręcie znów trochę przyspieszyli oddalając się od barierki. Przy wyjściu na prostą Blaz ewidentnie chciał przyspieszyć, ale Emilia nie pozwoliła mu na to. Przynajmniej nie aż tak jak Blaz chciał. Na długiej prostej galopowali znacznie szybciej. Szkoda, że nie miałam przy sobie stopera, bo z chęcią sprawdziłabym jaki mają czas. Na zakrętach powtórzyła się ta sama sytuacja co poprzednio, z tą tylko różnicą, że tym razem Emilia pozwoliła Blazowi przyspieszyć na wyjściu na ostatnią prostą. Dodatkowo też zaczęła go energicznie poganiać. Blaz odpowiedział natychmiastowo zwiększając prędkość tak bardzo, że aż wydało mi się to niemożliwe. Chyba rośnie nam kolejna gwiazda wyścigów. 
W końcu minęli celownik. Emilia pozwoliła Blazowi jeszcze chwilę galopować po czym zaczęła hamować do kłusa. Przekłusowali jeszcze spory odcinek po czym przeszli do stępa i podjechali do mnie. Opowiedziałam Emilii o moich wrażeniach z treningu i pochwaliłam jej pracę. Założyłam też Blazowi derkę treningową. Emilia zapytała czy chcę wsiąść na Blaza. Trochę mnie zatkało, ale po chwili siedziałam już na jego grzbiecie i jeździłam stępem po torze. Ogier był cały mokry, ale wyglądał na bardzo zadowolonego. Pogłaskałam jego spoconą szyję i szeptałam do niego, że może jeszcze będą z niego ludzie. Ogier kilka razy czegoś się wystraszył, ale zawsze robił to w bardzo kulturalny sposób, więc nigdy nawet nie zdążyłam zacząć się bać mimo że siedziałam na ogierze bez strzemion. 
Po pół godzinie zajechałam pod stajnię, zsiadłam z ogiera i wprowadziłam go na korytarz. Tam zdjęłam z konia siodło, założyłam mu derkę padokową i wyprowadziłam Blaza z powrotem na dwór. Po drodze spotkałam Emilię jadącą już na innym koniu. Zapytałam gdzie mam wypuścić ogiera na to ona wskazała mi ręką mały padok na którym stał ciemnogniady koń. Hatter! Podeszłam do niego z Blazem, wypuściłam kasztana i obdarowałam oba ogiery marchewkami. Potem znalazłam jeszcze Fade i Sweet i je również nakarmiłam. 
Niestety trzeba było się już zbierać do domu, więc zapakowałam się do auta i wróciłam do Anarkii. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz