czwartek, 20 listopada 2014

Trening wał. *My Rugged Destiny (4)

Koń: *My Rugged Destiny
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: ujeżdżenie (L)
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina

Miałam dziś ambitny plan wsiąść na dwa konie. Jednym z nich był mój kochany łamaga Rugged. Kilka dni temu dotarło do mnie jak dawno nie jeździłam na tym koniu. Zawsze daję go klientom. Czas na pojeżdżenie na nim. Zabrałam z siodlarni czarny kantar i brązowy uwiąz i poszłam na wybieg. Rugged akurat pił. Na mój widok podniósł głowę i spojrzał w moją stronę. Podeszłam do niego i założyłam kantar. Wałach ruszył za mną. Zaprowadziłam go pod stajnię i przywiązałam. Poszłam do siodlarni po sprzęt i szczotki. Szybko wyczyściłam wałacha, który był wyjątkowo czysty. Założyłam mu siodło i ogłowie bezwędzidłowe, a na swoją głowę kask. 
Podprowadziłam wałacha pod rampę i wsiadłam na jego grzbiet. Podciągnęłam popręg i skróciłam strzemiona. Chyba ostatnio jeździł Antek sądząc po długości strzemion. Przyłożyłam łydki do boków wałacha i ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Rugged był spokojny, ale rozglądał się dookoła z zaciekawieniem. Pogłaskałam go czule po szyi. Chyba z ten koń jest najdłużej w moim życiu. No, może na równi z Summerem. 
Dojechaliśmy na ujeżdżalnię. W stępie dociągnęłam jeszcze popręg o jedną dziurkę. Pozwoliłam Ruggedowi chwilę pochodzić na luźnej wodzy w obie strony, a później poprosiłam go o ustawienie głowy. Początkowo Rugged trochę się buntował, ale po chwili opuścił głowę. Odpuściłam lekko wodze i pozwoliłam wałachowi przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Gdy poczułam że wałach jest rozluźniony zmieniłam kierunek. Zaczęłam robić wolty, zmiany kierunków, wężyki, zatrzymania i ruszenia. Cały czas pilnowałam ustawienia i wygięcia u Ruggeda. Wałach zaczął parskać. Czułam, że całe napięcie w jego ciele mija. Ruszyliśmy kłusem. Początkowo pozwoliłam wałachowi przejechać dwa koła w każdą stronę na luźniejszej wodzy. Gdy poczułam że się rozluźnia, zaczęłam go ustawiać. W kłusie chętniej odpuścił. Cały czas trzymałam go mocniej w łydkach, niż na wodzach. Czułam energię w chodzie Ruggeda. Robiliśmy dużo ćwiczeń w kłusie, między innymi to, które Rugged lubi najbardziej, czyli wydłużanie i skracanie ruchu. Wałach cały czas parskał i wydawał się zadowolony. Po wykonaniu bardzo ładnego zatrzymania pozwoliłam wałachowi na chwilę odpoczynku przed galopem. Przejechaliśmy dwa okrążenia na luźnej wodzy. Po odpoczynku znów zaczęłam zbierać wodze. Rugged automatyczie ustawił głowę i podstawił zad. Ruszyliśmy kłusem, a po kilku krokach zagalopowaliśmy. Rugged bardzo miękko niósł. Przez dwa okrążenia rozkoszowałam się jego chodem. Później przeszliśmy do konkretnej pracy. Najpierw koła w galopie, następie przejścia z galopu do kłusa, z kłusa do galopu, z galopu do stępa i do stój oraz zagalopowania ze stępa i stój. Rugged był kompletnie skupiony na tym, czego od niego chciałam. W końcu wjechaliśmy na przekątną i wykonaliśmy piękną zmianę nogi w galopie. Byłam dumna z mojego konia, że wciąż to pamięta. W drugą stronę robiliśmy to samo. Gdy uznałam że wszystko nam wychodzi przeszłam do kłusa. Pozwoliłam wałachowi kłusować z wyciągniętą szyją. Trzymałam wodze za klamerkę. Po kilku okrążeniach w obie strony przeszliśmy do stępa. Pogłaskałam wałacha po szyi i skierowałam go do wyjścia. Podczas drogi na górę trzymałam wodze luźno i słuchałam jak wałach parska. 

- Antek, wsiadasz? - zapytałam widząc chłopaka siedzącego przed stajnią. Zmieniał właśnie gumki w strzemionach w którymś siodle. Zatrzymałam Ruggeda przed stajnią i wsiadłam z niego. 
- A co, potrzebujesz towarzystwa? - wziął siodło i poszedł do siodlarni. Po chwili wrócił z następnym. 
- Przydałoby się dziś jeszcze ruszyć Garibaldi'ego. Jak chcesz to weź Assassina, ostatnio rozsadza go energia. - Nie mówiłam mu, że ostatnio jeden z moich najlepiej jeżdżących klientów z niego spadł, bo ogierowi zachciało się skakać. 
- W sumie mogę wsiąść. To co, za godzinę? Muszę jeszcze zrobić trzy siodła, przygotować paszę na kolację i przebrać się. 
- Paszę ja przygotuję, z resztą i tak muszę trochę posprzątać w paszari, ty zrzuć trochę siana ze strychu. - ściągnęłam Ruggedowi siodło i wzięłam katar do ręki. Sprawie ściągnęłam wałachowi ogłowie i założyłam kantar. - Zaraz to zrobię, tylko go wypuszczę. A tak w ogóle to bardzo fajny dziś był. Lekki, rozluźniony, ale szedł z energią. Już zapomniałam jaki jest wygodny. - Pogłaskałam wałacha i odprowadziłam go na wybieg. 
Odniosłam sprzęt do siodlarni i odwiesiłam na właściwe miejsce. 
- Skończyłem siodła, będę na strychu, gdybyś mnie potrzebowała - Antek uśmiechnął się do mnie, wiedząc że panicznie boję się wchodzić na drabinę. Gdy muszę - wchodzę, ale staram się tego unikać. Poszłam więc do paszarni przygotować owies i musli na kolację. 

2 komentarze:

  1. Sprzedaż pierwszych potomków po koniach z Homestead!
    Serdecznie zapraszam! ^^
    http://whk-homestead.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. http://summer-berry-stable.blogspot.com/2014/11/listopadowa-licytacja-koni.html
    Licytacja potomków! Zapraszam ;)
    x. Boksi

    OdpowiedzUsuń