sobota, 22 listopada 2014

Trening wał. Zutto Unmei (1)


Koń: Zutto Unmei i Contra Revolution
Jeździec: Antek i Esmeralda
Dyscyplina: teren
Czas: godzina

Było straszliwie zimno, ale konie trzeba było ruszyć. W taką temperaturę mało wychodziły ze stajni i miały spory nadmiar energii. Poza tym ostatnio chodziły pod siodłem ze 3 dni temu. Z obawy przed odpałami wybraliśmy dwa zazwyczaj spokojne konie – Zutto i Contrę. 
Czyściłam właśnie Contrę w stajni przy stanowisku. Antek grzebał w siodlarni w poszukiwaniu jakiegoś ogłowia, które pasowałoby na Zutto. Postanowił nie jechać w munsztuku. 
- Jak myślisz, które lepsze: Garibaldi’ego czy Rugged’a? 
- Raczej Garibaldi’ego. Rugged ma za dużą głowę, a wolałabym, żebyś nie przestawiał pasków. 
- Ok. 
Chłopak wyszedł z siodlarni i zabrał się za siodłanie swojego rumaka. Ja jeszcze kończyłam czyszczenie kasztance kopyt, a kiedy skończyłam też zabrałam się za siodłanie. Po 5 minutach oba konie stały już zupełnie gotowe. Antek wziął je oba za wodze i wyprowadził ze stajni, podczas gdy ja otworzyłam i zamknęłam stajnię. Odebrałam swojego rumaka i wsiadłam na jego grzbiet. Wyregulowanie strzemion i dopięcie popręgu zajęło mi chwilę. 
- Gotowy? – spojrzałam na mojego towarzysza. 
- Tak. Jedź pierwsza na razie, potem ewentualnie się zmienimy. 
Ścisnęłam klacz łydkami. Contra niechętnie ruszyła przed siebie ospałym stępem. Zutto w tym czasie lekko się wyrywał i denerwował, że musi iść za tak wolnym koniem. 
- Chyba najlepiej będzie pojechać w górę przez łąkę. Tam nie powinno być ani ślisko, ani twardo, to może uda się nam zakłusować. Bo o galopie możemy raczej zapomnieć. 
- Przynajmniej o planowanym galopie…
- Racja. 
Contra wlokła się przed siebie ślimaczym tempem. Szczerze mówiąc nastawiłam się na coś zupełnie innego: odpały i wyrywanie się, a tym czasem musiałam wkładać całą energię w to, żeby mój koń się nie zatrzymał. Po kilku minutach walczenia Antek dał mi swój palcat, bo stwierdził, że go nie potrzebuje. Przynajmniej jedna osoba pomyślała o wszystkim. Contra trochę się obudziła i szła żwawym stępem. Cały czas musiałyśmy jednak wymijać lód, grudy, czy śliskie miejsca. 
Gdy dojechaliśmy na łąkę ruszyliśmy kłusem. Podłoże nie było tu aż tak złe. Właściwie można by nawet robić jazdy rekreacyjne. Problem w tym, że wszyscy klienci odwoływali zajęcia od kilku dni. 
Contra szła równym, średnim tempem. Za nią Zutto denerwował się i próbował wyprzedzać. 
- Chcesz jechać pierwszy? 
- Nie, dzięki. Szczerze mówiąc boję się, że gdzieś pogalopujemy w złe podłoże, a wy za nami. 
- Tu akurat jest znośnie. Pojedź pierwszy, w lasie znów się zmienimy. 
- Dobra, jak chcesz. Jak będzie ponosił, to będę robił wolty, więc bądź przygotowana. 
Zwolniłam do stępa, a obok mnie przekłusował tarantowaty wałach. Po chwili dałam Contrze łydki i też ruszyłyśmy kłusem. Widać było, że Zutto się wyrywa, ale chyba nie próbował galopować. Po prostu wyciągał kłus. Przynajmniej w takim tempie nie czuje się zimna… Contra zostawała trochę z tyłu, więc musiałam ją przez cały czas pchać. W pewnym momencie Zutto zagalopował. Antek skręcił go mocno w lewą stronę z zamiarem zrobienia wolty. Zrobiłam to samo i pojechałam za nim. Po wyjechaniu na prostą wałach znów spróbował ponieść, ale tym razem jeździec skręcił go w prawo. Wałach uznał jego wyższość i już więcej nie próbował. Kłusował. 
Gdy dojechaliśmy do końca łąki znów wyjechałam na czołowego i poprowadziłam nas najłagodniejszym zejściem w dół. 
- Pojedziemy tym większym kółkiem do hipoterapii, potem znów wyjedziemy na łąkę, zakłusujemy i do stajni, ok?
- Całą pętlę chcesz pokonać stępem? Zamarzniemy!
- Wątpię, żeby dało się kłusować, ale obiecuję, że przyśpieszę gdzie się da. Też nie chcę zamarznąć. 
- Dobra. W końcu zdrowie koni jest najważniejsze. 
Przez chwilę jechaliśmy dość wąską ścieżką. Contra co chwilę się potykała. Było bardzo twardo, lecz mój rumak szedł dzielnie przed siebie. Zutto radził sobie gorzej, ale przecież to koń ujeżdżeniowy, a w dodatku wyższych klas. Jednak jeszcze zrobimy z niego konia terenowego. 
Po jakiś 10 minutach stępa znaleźliśmy kawałek podłoża w całkiem dobrym stanie, więc ruszyliśmy kłusem. Contra biegła powoli przed siebie, a Zutto siedział jej na ogonie. Klaczy jednak to nie przeszkadzało i dalej szła swoim tempem. Nie potykała się już aż tak, jak przedtem. Niestety odcinek nadający się do kłusowania już się skończył, więc znów przeszliśmy do stępa. 
- Nie cierpię zimy. – stwierdził mój towarzysz. 
- A ja uwielbiam. Choć w tym roku mocno przesadziła. Ale tak do -10* może być. 
- Ale przyznaj, że w Bieszczadach w zimę tak wysokie temperatury jak -10 zdarzają się rzadko. 
- Niestety. 
- Nie myślałaś o budowie hali? Bardzo by to ułatwiło nam życie. Szczególnie takim koniom jak Zutto, czy Summer, które powinny często trenować. 
- Zabierzesz Summer’a na halę? Przecież to samobójstwo. Musiałaby być na prawdę duża, żeby wyrobił się na zakrętach. Szczególnie, że na starość coś mu chyba odbija. 
- Zbaczasz z tematu. Pytałem o halę, a nie o naszą ex-gwiazdę. 
- Zobaczysz, że on jeszcze zabłyśnie, tak samo, jak Draco. A co do hali, to na razie nie ma jej nawet gdzie postawić. Trzeba by najpierw wyrównać teren. Poza tym to sporo kosztuje. Chociaż może kiedyś się uda. Cały czas jest to w strefie odległych planów. 
- Szkoda. Ale w sumie wyobrażasz sobie np. Florencję na hali? Przecież ona dostaje ma straszną klaustrofobię i dostaje histerii jak ją się przywiąże, a co dopiero jak każemy jej chodzić po hali!
- Wiesz, że ona pierwszy raz miała bliżej do czynienia z człowiekiem gdzieś w wieku 3 lat. Wszyscy bali się do niej zbliżyć! 
- Tak, pamiętam… 
Musieliśmy przerwać naszą rozmowę, ponieważ znów znaleźliśmy miejsce do kłusa. Contra nie chciała ruszyć i zareagowała dopiero na puknięcie palcatem w zad. Znów kłusowała powoli i znów Zutto siedział nam na zadzie. Po chwili zatrzymaliśmy się przed wjazdem na łąkę. Było dość stromo, ale nie ślisko. Pochyliłam się mocno w przód i dałam Contrze mocny uścisk łydkami. Weszła pod górę. Na szczycie zatrzymałam ją i zobaczyłam, jak radzi sobie Zutto. Na początku kręcił się i nie wiedział w ogóle jak ma się zabrać za wejście. Po chwili kierowany przez Antka zaczął się wspinać. Poszło mu całkiem nieźle. 
- On pierwszy raz jest u nas w terenie? 
- Nie, ale chyba pierwszy raz pokonuje wzniesienie w śniegu. Ale jak już zaczął wchodzić, to poszło mu całkiem dobrze. Jeszcze będzie z niego koń terenowy. 
- O tym samym pomyślałam. 
Znów puściłam Zuttiego przodem i znów musieliśmy robić kilka wolt, bo tarantowatemu zechciało się ponosić. Antek jednak dobrze nad nim panował. Przy końcu ścieżki zwolniliśmy do stępa i zaczęliśmy schodzić w dół do stajni. Tym razem Zutto jechał pierwszy. Próbował co prawda się wyrywać i wrócić do stajni szybciej niż planował jego jeździec, ale nie udało mu się. Gdy byliśmy jakieś 10 metrów od stajni rzuciłam Antkowi wodze Contry i zsiadłam z niej. Pobiegłam do stajni i otworzyłam ją. Antek wjechał do środka siedząc na Zutto i prowadząc Contrę za wodze. Szybko zamknęłam za nimi stajnię i położyłam przy drzwiach kostki słomy. Zabrałam konia od Antka i szybko ją rozebrałam i wyczyściłam. Chłopak zrobił to samo z Zuttim, a kiedy poszedł odnieść sprzęt wrócił z dwoma derkami. 
- Może im to załóżmy na wszelki wypadek. Są mokre, a w stajni jest dość zimno. 
- Dobra. Ty weź czerwoną, bo Zutto jest chudszy od Contry. Ja wezmę zieloną. 
Konie szybko zostały ubrane i zaprowadzone do boksów, gdzie czekało na nie siano. 
- To co, za półtorej godziny bierzemy kolejne dwa? – zapytałam.
- Dobra. Które? 
- Bueno i Kassanova?
- Dobra, ale ja biorę Kassanovę. 
- Jasna sprawa. 
Poszliśmy do domu, żeby trochę się ogrzać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz