Konie: Dragon Treasure Boy, Big Whiz
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda
Dyscyplina: reining
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: 1,5 godziny
Łukasz chciał zabrać na trening Dragona, więc przyjechał do stajni zaraz po pracy i od razu poszedł się przebrać. Zerknęłam w grafik, gdzie jak wół stało że po treningu z Dragonem zamierza jeszcze wsiąść na Whiza. Spojrzałam na zegarek i upewniwszy się że nie mam urojeń zmieniłam w grafiku jeźdźca dla Whiza wpisując tam moje imię i przenosząc jego treningi na dwie godziny wcześniej.
Gdy wytłumaczyłam sprawę Łukaszowi, ten nie miał nic przeciwko i chyba nawet się cieszył że nie będzie musiał kończyć treningu o 21 w świetle latarni.
Poszliśmy na padok po dwa rumaki i sprowadziliśmy je pod stajnię. Podczas czyszczenia i siodłania nie mieliśmy żadnych problemów poza tym że Dragon szybko zaczął się nudzić i spacerował sobie na uwiązie. Łukasz jednak uporał się z czyszczeniem i siodłaniem sprawnie.
Po 20 minutach siedzieliśmy już na naszych wierzchowcach i jechaliśmy na plac. Ponieważ był to pierwszy trening Dragona w Anarkii, wszystko było dla niego nowe. Nawet jadąc za Whizem co chwilę gapił się na coś albo fukał. Zignorowaliśmy to jednak, bo w końcu pierwszy raz idzie tą drogą, ma prawo się bać.
Na placu rozjechaliśmy się i każde z nas pojechało we własnym kierunku. Whizowi autentycznie nie chciało się dziś pracować. Wlókł się niemiłosiernie i w ogóle nie chciał przyspieszyć mimo mojego cmokania i naciskania nogami na jego boki. W końcu lekko uderzyłam go końcówką wodzy po szyi i dopiero to zachęciło go do szybszego stępa.
Dragon z kolei dość ładnie współpracował z Łukaszem. Oczywiście, obaj potrzebowali chwili na to, żeby się lepiej poznać i dzisiejszy trening miał na celu sprawdzenie co wałach umie i ogólnie jak działa. Chłopaki właśnie ćwiczyli zatrzymania i zwroty na przodzie, co wychodziło im bardzo ładnie.
Ja również zaczęłam z Whizem ćwiczyć, żeby mój szanowny rumak znów nie zasnął. Jeździłam różne wężyki, koła i zakręty pilnując jego szybkości reakcji. Po kilku chwilach nie musiałam już pilnować tempa, tylko Whiz szedł tak jak powinien. W końcu!
Oboje zakłusowaliśmy prawie w tym samym momencie. Łukasz chyba wyczuł że Dragon zaczyna się nudzić, więc kontynuował zabawę z przejściami, od czasu do czasu wprowadzając koła czy zmiany kierunku. Dragon bardzo ładnie się poruszał i dobrze współpracował ze swoim jeźdźcem pod warunkiem że Łukasz nie kazał mu za długo robić tego samego. Wtedy zaczynał się nudzić. Whiz z kolei już się obudził i ładnie reagował na polecenia. Ćwiczyłam z nim dużo zatrzymań i rollbacków, na razie w kłusie. Paint zainteresował się w końcu treningiem!
Nadszedł czas na galop. Oboje zagalopowaliśmy w tym samym czasie, ale w odwrotnych kierunkach, żeby nie zajeżdżać sobie drogi. Whiz zagalopował bardzo ładnie i dobrze dawał się prowadzić przy zmianach tempa. Wjechałam na środek, zatrzymałam go i wykonałam spin w obie strony. Wałach ładnie wykonał zadanie, po czym na mój znak zamarł bez ruchu. Pogłaskałam go po szyi i zagalopowałam z miejsca. Po przegalopowaniu jednego całego koła znów skierowałam go na środek i wykonałam slide stop. Bardzo lubiłam jeździć na Whizie, bo on reagował na najmniejsze sygnały. Uniosłam więc tylko rękę z wodzą, a paint się efektownie zatrzymał. Praktycznie od razu kazałam mu wykonać rollback, który mój rumak wykonał bez mrugnięcia okiem. Pojeździliśmy jeszcze trochę na ósemce wykonując zmiany nóg w galopie oraz jeszcze kilka razy wykonaliśmy spin.
Łukasz i Dragon też nie próżnowali. Chłopak postanowił skupić się na różnych ćwiczeniach, często je zmieniając, ale też często powracając do nich żeby sprawdzić jak wałach je wykonuje w różnych sytuacjach. Dragon był młodszy i mniej doświadczony od Whiza, ale mimo to wyglądał na ambitnego i fajnego do jazdy konia. Zupełnie wczuł się w trening i do każdego zadania podchodził z entuzjazmem. W końcu chłopaki zwolnili do kłusa i postanowili trochę pojeździć po drągach dla urozmaicenia. Dragon ładnie podnosił nogi i nie stukał w drągi kopytami.
W końcu oboje przeszliśmy do stępa i daliśmy koniom dłuższą wodzę. Chwilę się pokręciliśmy gadając o koniach i treningu, a gdy uznaliśmy że konie wyschły i ochłonęły pojechaliśmy do stajni.
Tam zsiedliśmy z rumaków, zdjęliśmy im siodła, dokładnie obejrzeliśmy nogi i kopyta, po czym umyliśmy koniom nogi na myjce. Łukasz poszedł odprowadzić rumaki na wybieg, a ja zabrałam siodła do siodlarni.
Powoli robiło się już ciemno, więc szybko zabrałam się do innych obowiązków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz