poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Trening skokowy Serenity, *Elheminy, Little Death

Konie: Serenity, *Elhemina, Little Death
Jeźdźcy: Gosia, Esmeralda, Paulina
Dyscyplina: skoki (LL)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Po treningu pole bendingowym wróciłyśmy z Pauliną do stajni. Okazało się, że Gosia właśnie siodła Serenity z zamiarem poskakania na niej. Ściemniało się już, ale od czego jest oświetlenie na placu! 
Zerknęłam szybko w grafik i po kilku obliczeniach stwierdziłam, że Mina i Lit ostatnio mało chodzą. Paulina stwierdziła z radością, że ona może wziąć mułkę, bo po jeździe na szalonej Efrafie przyda jej się odmiana. Ja zostałam z Miną z czego w sumie się cieszyłam. Łukasz niestety stwierdził że musi jechać do domu, więc szybko się przebrał, pożegnał i pojechał. 
Poszłyśmy szybko z Pauliną po nasze konie, przyprowadziłyśmy je pod stajnię, wyczyściłyśmy i osiodłaliśmy. Gosia nam pomogła, więc cała akcja przebiegła sprawnie. W końcu wsiadłyśmy na nasze rumaki i ruszyłyśmy stępem w stronę placu. Jechałam jako pierwsza na Minie, bo klacz nie dawała się innym wyprzedzić. A to zołza! Za mną jechała Gosia na Serenity i na końcu Paulina na Lit. 
Gdy dotarłyśmy na plac rozjechałyśmy się i każda z nas przeprowadziła samodzielnie rozgrzewkę. Minka miała dużo energii, ale chętnie współpracowała. Chętnie chodziła po drągach, wykonywała ciasne zakręty i skakała niskie przeszkody z kłusa. W galopie odpaliła wrotki i na początku trochę pędziła. Pozwoliłam jej się trochę wygalopować, bo wiedziałam że inaczej nasza współpraca w ogóle nie będzie się układać. Gdy Mina trochę się zmęczyła odpuściła i mogłyśmy już normalnie pracować. 
Gosia miała trochę kłopotów z Serenity, ponieważ klacz zamuliła się chodząc pod początkującymi. Dziewczyna jednak mocno używała łydek i, kiedy była taka potrzeba, wspomagała się batem. Dzięki temu Serenity ożywiła się i całkiem chętnie jeździła wężyki, koła, wykonywała zatrzymania i zmiany chodów. Przy przechodzeniu przez drągi trochę stukała, ale po jakimś czasie, zachęcona przez Gosię, ogarnęła się i zaczęła się bardziej starać. W galopie szła trochę sztywno, ale po jakimś czasie rozluźniła się i odpuściła. 
Lit z kolei, jak to ona, zachowywała się idealnie. Paulina natomiast trochę śmiesznie wyglądała w klasycznym siodle. Nie do końca jej to odpowiadało, szczególnie w kłusie widać było że jednak jest przyzwyczajona do innych siodeł. Próbowałam dać jej kilka rad, które nawet skutkowały, bo dziewczyna zaczęła czuć się pewniej. 
Przyszedł czas na skoki. Jako pierwsza parkur postanowiła pokonać Gośka. Pogoniła Serenity do ospałego galopu i najechała na pierwszą stacjonatę. Wszystkie przeszkody miały wysokość taką jak na konkursach klasy LL, więc żaden z koni nie powinien mieć z nimi problemów. Serenity szła bardzo ospale. Przed pierwszą przeszkodą dostała jednak od Gośki batem w tyłek i trochę się ogarnęła, a przynajmniej podkręciła trochę tempo i zaangażowanie w trening. Skakała trochę płasko, ale przy tych wysokościach nie miało to za dużego znaczenia. Wiadomo, że Serenity nigdy raczej nie będzie sportowcem wysokiej klasy. Jest natomiast świetnym koniem dla dzieci. Gośka bardzo dobrze radziła sobie z klaczą prowadząc ją na przeszkody zdecydowanymi sygnałami. Wiedziała też kiedy ma odpuścić, więc Serenity doskonale wiedziała kiedy robi coś poprawnie, a kiedy nie. Przed kilkoma przeszkodami się zawahała, ale w ogólnym rozrachunku wyłamała tylko dwa razy, co było sukcesem. Gosia pogłaskała klacz i przeszły do stępa. 
Paulina i Lit jechały dużo bardziej dynamicznie. O ile Paula miała problemy z równowagą w kłusie, o tyle w galopie nie było tego widać. Dosiad w skoku też miała bardzo poprawny. Lit szła ładnie na przeszkody tak jak kazała jej Paulina. To w ogóle bardzo bezproblemowy koń, więc treningi z nią to czysta przyjemność. Mułka szła energicznie na przeszkody, nie wyłamywała i prawie zawsze skakała z niezłym zapasem. Raz tylko zawahała się przed jedną z przeszkód, ale Paulina mocniej przyłożyła łydki i klacz skoczyła dzielnie. Paula jak to kowboj próbowała skracać trasę, co podobało się Lit. Mułka starała się jak mogła skakać z ciasnych najazdów i z dużej prędkości. Na koniec zadowolona Paulina pogłaskała parskającą Lit i obie przeszły do stępa. 
Pomyślałam, że nasze trzy konie są idealnie wyważone. Mamy lenia, ideał i lekkiego świra. Zagalopowałam Miną, która oczywiście strzeliła z zadu, i skierowałam ją na pierwszą przeszkodę. Skakała ładnie, co prawda trochę pędziła na przeszkody, ale i tak nie mogłam narzekać. Kilka razy udało nam się wymyślić jakiś na prawdę ciasny skrót, kilka razy skakałyśmy z bardzo ciasnego zakrętu, a Minka ani razu nawet przez chwilę się nie zawahała. Byłam z niej na prawdę dumna! Po wylądowaniu po ostatniej przeszkodzie pogłaskałam Minę i skierowałam ją na duże koło. 
Wszystkie trzy jeszcze chwilę pogalopowałyśmy na luźnej wodzy, po czym przeszłyśmy do kłusa, a potem do stępa. Pogadałyśmy o treningu, a kiedy uznałyśmy że konie ochłonęły ruszyłyśmy w drogę powrotną do stajni. Znów jechałyśmy z Miną jako pierwsze, bo moja kochana klacz próbowała ugryźć każdego kto podjechał za blisko. Fajnie. 
Pod stajnią zsiadłyśmy i rozsiodłałyśmy konie. Dokładnie obejrzałyśmy im nogi, umyłyśmy nogi na myjce i wyprowadziłyśmy rumaki na padoki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz