niedziela, 3 września 2017

Trening crossowy Fantine, Rainy'ego, Honora



Konie: Fantine, Rainstone, *Honor
Jeźdźcy: Esmeralda, Maciek, Magda
Dyscyplina: cross (easy)
Miejsce: tor crossowy, Anarkia
Czas: 1,5 godziny


Stałam przed trudnym wyborem - Rainy czy Tyśka? Którego konia powinnam wziąć na trening? Maciek mając taki sam wybór stwierdził, że mu wszystko jedno, co było najgorszą możliwą odpowiedzią, bo przerzucało decyzję na mnie. W końcu wybrałam Tyśkę. Maciek tylko stwierdził, że "spoko", po czym poszedł do siodlarni po siodło i ogłowie Rainy'ego. Bezproblemowy człowiek. Poza Rainy'm i Tyśką na trening miał iść jeszcze Honor pod Magdą. 
Nie mieliśmy żadnych fascynujących przygód podczas łapania, czyszczenia i siodłania koni, więc zajęło nam to na prawdę krótko, mimo że wszystkie nasze konie były w całości lub częściowo siwe. Taka ciekawostka. 
Każde z nas wsiadło na swojego konia i ruszyliśmy w dół w stronę placu z przeszkodami crossowymi. Magda i Honor jechali pierwsi. Wałach był jak zwykle bardzo wyluzowany i ogólnie nie przeszkadzało mu, że musi iść jako pierwszy. Za nim jechał Maciek na Rainy'm, który z całej stawki był najmniejszy, toteż jechał w pewnej odległości od Honora. Ja i Tyśka jechałyśmy na końcu. Fantyna miała tę zaletę, że bardzo szanowała konia idącego przed nią w zastępie, nie ważne czy był to kucyk czy shire. Trzymała więc stosowny odstęp od zadu tinkera. Nie, żeby Rainy'emu przyszło kiedykolwiek do łba, żeby kogoś kopnąć. 
Gdy dojechaliśmy na plac każde z nas zajęło się rozgrzewką swojego rumaka. Było dość chłodno, więc konie miały energię do pracy. Wszystkie były grzeczne, nie było z nimi żadnych problemów wychowawczych. Rainy i Honor były po kilkudniowym odpoczynku, ponieważ dość intensywnie pracowały w lato w rekreacji. Odpoczynek dobrze im zrobił. Zregenerowały siły i były gotowe na treningi skokowe. Fantine z kolei była u nas od niedawna, a dodatkowo dopiero od około dwóch tygodni pracowała w rekreacji czy w ogóle chodziła u nas pod siodłem. 
Rozgrzaliśmy konie w trzech chodach i poskakaliśmy jakieś małe przeszkody na rozgrzewkę. Konie skakały bardzo ładnie, aż dziwne. Po prostu dobrze dobraliśmy sobie zestaw koni i tym razem nie trafił nam się żaden świr. Resurrect i Cash zostali na padoku. 
Przyszła pora na trening właściwy. Trasę mieliśmy jako-tako ustaloną i postanowiliśmy jechać w zastępie w odpowiednich odległościach od siebie. Ponieważ Rainy był przygotowany do niższych klas crossu, miał on nieco inną trasę, jednak leżącą równolegle do naszej. Z tego właśnie powodu Rainy pojechał jako pierwszy. Tinker był napalony na skoki, widać było że z ulgą przyjął pomysł robienia czegoś pod dobrze jeżdżącym jeźdźcem. Maciek właściwie nie musiał nic szczególnego robić, poza lekkim przytrzymaniem wałacha przy najeździe na przeszkody. Tinker szedł jak burza i skakał wszystko co Maciek mu pokazał, nawet przeszkody które wykraczały poza repertuar jego klasy. Treningowo, w domu Rainy jednak już nie raz pokonywał przeszkody które były przypisane raczej do klasy easy niż very easy. Maciek i Rainy nie mieli problemów ani ze skokami, ani z wodą, ani z długimi odcinkami galopu. Przyjemnie się na nich patrzyło, tylko Maciek zdecydowanie nie pasował to tinkera wzrostem. 
Magda i Honor ruszyli jako następni. Honor był koniem bardzo doświadczonym i właściwie przewoził Magdę przez tor, gdy ta dopiero zaczynała przygodę z wyższymi klasami crossu. Obecnie jednak było widać, że to współpraca, a nie opiekowanie się jeźdźcem ze strony konia. Honor szedł równo i słuchał się swojej amazonki. Bez problemu wjeżdżał do wody i skakał przez przeszkody. Przy galopie Magda musiała go lekko poganiać, ale na szczęście nie było to notoryczne i ogólnie patrzenie na tę parę było bardzo przyjemne dla oka. Coś zbyt idealny jest ten trening jak na razie. W końcu i my ruszyłyśmy. Fantyna w galopie stawiała bardzo długie kroki, co muszę przyznać, bardzo mi się podobało. Lubiłam na niej jeździć, bo czułam że to ona mnie niesie, a nie ja ją pcham. To był właściwie pierwszy trening crossowy Tyśki u nas, więc cały tor był dla niej nowy. Na szczęście siwa nie należała do koni płochliwych i ani razu nie zawahała się przy skoku albo przejeździe obok czegoś nowego i nieznanego. Raz tylko lekko zerknęła na leżące na ziemi krzesło, ale gdy docisnęłam łydki do jej boków i cmoknęłam, perszeronka ruszyła dzielnie do przodu. Tyśka skakała trochę płasko, ale przy tej wysokości nie miało to aż takiego znaczenia. Był to odważny i bardzo chętny do współpracy koń i to się liczyło. 
Po przejeździe rozkłusowaliśmy konie. Trening wszyscy zaliczyliśmy do bardzo udanych, aż niesamowite, że żaden z koni nie sprawiał problemów. 
W końcu przeszliśmy do stępa i pojechaliśmy pod stajnię. Po zejściu z koni i zdjęciu siodeł z ich grzbietów obejrzeliśmy im nogi, kopyta i grzbiety, a następnie po kolei umyliśmy wszystkim koniom nogi na myjce. Fantine bardzo się ucieszyła i próbowała pić ze szlauchu rozbryzgując wodę wszędzie dookoła. W końcu wypuściliśmy konie na wybieg, a sprzęt odnieśliśmy do siodlarni. 

1 komentarz:

  1. Gdybyś mogła mi podesłać to zdjęcie, to byłabym bardzo wdzięczna, chętnie zobaczyłabym go w tej dyscyplinie <3

    OdpowiedzUsuń