środa, 25 października 2017

Teren emerytowanych folblutów



Konie: Explash, *Sweet Dream CT, Melodia, *Summer, Tamiza
Jeźdźcy: Darek, Łukasz, Magda, Esmeralda, Antek
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 1,5 godziny


Dziś postanowiliśmy ruszyć nasze emerytowane wyścigowce. Chcieliśmy wziąć w teren pięć koni po karierze wyścigowej, które nie za często chodzą pod siodłem. Co mogło pójść nie tak? Autorem tego genialnego pomysłu był Darek, który był bardzo zdziwiony, że mamy tyle fajnych koni i na nich za bardzo nie jeździmy. Łukasz bez sensu odpowiedział mu, że jak chce to może jeździć. No i Darek zaczął sporadycznie dosiadać Explasha i Tamizy i od czasu do czasu Sweet Dream. Mel chodziła częściej lub rzadziej w rekreacji, a na Summera od czasu do czasu wsiadałam ja, gdy akurat miałam więcej wolnego czasu. Była jeszcze Nemezis, która zaczęła ostatnio chodzić pod siodłem w stępie i kłusie oraz galopować luzem. Był to na prawdę duży sukces. Tak właśnie wyglądał "program treningowy" naszych emerytowanych wyścigowców. 
Dziś postanowiliśmy zabrać prawie wszystkie z nich (oprócz Nemezis) w teren. Konie zostały rozdzielone, Darek miał dosiadać lekko ciężkiego Explasha, Łukasz lekko świrniętej Sweet, Magda ogarniętej Melodii, ja mojego Summera, a Antek dość spokojnej Tamizy. 
Każdy poszedł po swojego konia i po chwili wszyscy razem czyściliśmy rumaki. Jedne były spokojne, inne mniej, ale daliśmy radę skończyć mniej więcej w tym samym czasie. Następnie założyliśmy kaski na głowy, wsiedliśmy na grzbiety wierzchowców i ruszyliśmy stępem w stronę łąki. W sumie to nie wiedzieliśmy za bardzo kto ma prowadzić zastęp, ale trzeba było go jakoś ustawić bo mieliśmy w grupie klacze z ogierami. W końcu postanowiliśmy przodem puścić Darka na Explashu, następnie mnie na Summerze, potem Magdę na Melodii, za nią miał jechać Łukasz na Sweet i na końcu Antek na Tamizie. 
Podczas stępa konie były bardzo ożywione i co chwilę coś się działo. A to Sweet czegoś się przestraszyła, a to Explash chciał przykopać Summerowi, Tamiza starała się chyba wyprzedzić zastęp i tylko Mel zachowywała spokój. 
Na łące ruszyliśmy kłusem. Explash bryknął mijając kopytami łeb Summera dosłownie o milimetry, Summer odskoczył na bok i wyrwał do przodu, a za nim poszła Sweet. Na szczęście udało mi się ogarnąć Summera, a Łukasz też dość szybko zapanował nad Sweet. Jechaliśmy kłusem po łące. Wszyscy trzymali wodze dość mocno, aż w końcu Darek rzucił pomysł, żeby dać koniom biec skoro chcą. Gdy wszyscy się zgodzili daliśmy rumakom sygnał do galopu. Explash ponownie bryknął i wypruł do przodu, za nim poszedł Summer i Sweet. Tamiza i Mel trzymały się gdzieś z tyłu, co po prostu znaczyło że nie poniosły. Bo szczerze mówiąc ja nie czułam, żebym miała jakąkolwiek kontrolę nad Summerem, a łąka wydawała mi się być dłuższa, niż kiedykolwiek. Na szczęście gdy dojechaliśmy do końca łąki konie jakoś same z siebie zwolniły. Całą grupę wyprzedziła tylko Tamiza, która najpóźniej skapnąła się, że czas zwolnić. Antek jednak na szczęście dość szybko zwolnił klacz do kłusa. 
Zjechaliśmy w dół do lasu i tam ruszyliśmy kłusem. W lesie konie były trochę bardziej ogarnięte, ale i tak mocno ciągnęły do przodu i musieliśmy jechać na mocnym kontakcie. Gdy wjechaliśmy na równą, prostą i długą drogę w lesie ponownie zagalopowaliśmy. Droga była dość ciasna, więc siłą rzeczy konie musiały się trzymać jeden za drugim. Niestety Summer prawie zarobił kopniaka od Explasha, a Sweet była bardzo chętna do prowadzenia zastępu i co chwilę próbowała wyprzedzać Melodię. Jechaliśmy na prawdę szybko, dawno tak nie pędziłam i cały czas miałam wrażenie, że Darek i Explash wciąż przyspieszają. Nie chciałam jednak wyjść na mięczaka, więc nic nie mówiłam. Na szczęście jechałam na Summerze, któremu ufałam. W miarę. 
W końcu, po czasie który wydawał mi się wiecznością w końcu przeszliśmy do kłusa, bo droga zaczęła być bardziej wyboista. Konie nie wydawały się być w ogóle zmęczone. Zerknęłam szybko do tyłu i zauważyłam, że Łukasz ma chyba podobne odczucia jak ja. Magda z kolei była zachwycona. Dobrze, że przynajmniej ona nie umarła właśnie ze strachu. Antek był za daleko ode mnie, żebym mogła zauważyć jaki ma wyraz twarzy. Z resztą on i tak nie dałby po sobie poznać jakby się bał. 
Przez chwilę jechaliśmy kłusem, a następnie na chwilę przeszliśmy do stępa, bo na drodze było mnóstwo kamieni. Konie nie były zmęczone, ale widocznie się uspokoiły i choć dalej były chętne do biegania, to nie miały już aż tak durnych pomysłów jak na początku. 
Dojechaliśmy do strumienia, który postanowiliśmy przekroczyć. Explash i Summer weszły do wody bez problemu, tak samo jak Melodia. Sweet długo myślała jak to zrobić, aż w końcu postanowiła przeskoczyć przez strumień, co kompletnie zaskoczyło Łukasza. Chłopak najpierw wyleciał z siodła do góry, a przy lądowaniu wylądował Sweet na szyi. Przez chwilę byłam pewna, że spadnie, ale jakimś cudem, oszukując grawitację Łukasz wdrapał się z powrotem na siodło. Tamiza wzięła przykład ze Sweet, ale Antek był na to przygotowany, więc zdążył zrobić półsiad i uniknął spotkania się z ziemią. 
Gdy już wszyscy znaleźliśmy się po drugiej stronie strumienia ponownie ruszyliśmy kłusem. Po chwili znaleźliśmy się na łące gdzie nadeszła pora na kolejny galop. Konie ruszyły od razu, ale nie pędziły już bez kontroli, a dodatkowo na łące mogliśmy się bardziej rozjechać na boki, więc nie musiałam się bać, że albo ja albo Summer zarobimy kopniaka od Explasha. Nawet najbardziej chyba narwana Sweet trochę się ogarnęła i szła równo z Summerem nie szarpiąc się za bardzo. 
Gdy dojechaliśmy do końca prostej drogi przeszliśmy do kłusa i wjechaliśmy do lasu. Przez chwilę kłusowaliśmy, a ja ze zdziwieniem stwierdziłam, że mogę przestać tak mocno trzymać wodze i lekko odpuścić Summerowi bez strachu, że ogier wystrzeli do przodu. Mimo to Summer wciąż miał jeszcze bardzo dużo siły. 
Byliśmy już całkiem blisko domu, więc postanowiliśmy przejść do stępa, żeby porządnie rozstępować konie przed wypuszczeniem ich na padoki. O dziwo, wszystkie w miarę grzecznie zwolniły i nie protestowały. Zaryzykowałam danie Summerowi luźnej wodzy, a ogier wyciągnął szyję i zaczął parskać. 
Gdy dojechaliśmy do stajni zsiedliśmy z koni, rozsiodłaliśmy je, obejrzeliśmy im kopyta i grzbiety, umyliśmy nogi ma myjce i wypuściliśmy konie na padoki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz